„Terapeuta nie jest ekspertem od życia Klienta, ale ekspertem od tworzenia relacyjnej ramy, w której zmiana może się wydarzyć.”
Im dłużej pracuję z ludźmi, tym bardziej porusza mnie prostota i głębia tego zdania. Żyjemy bowiem
w kulturze ekspertów. Nieustannie szukamy odpowiedzi, wskazówek, metod, strategii. Chcemy wiedzieć, jak żyć lepiej, jak szybciej poradzić sobie z cierpieniem, jak skuteczniej zmienić siebie. Tymczasem psychoterapia, szczególnie w nurcie humanistyczno-doświadczeniowym, wyrasta z zupełnie innego założenia. Zakłada, że człowiek nie potrzebuje kogoś, kto będzie za niego wiedział, kim jest, co czuje i jak się zachowuje. Potrzebuje raczej miejsca i spotkania, w którym będzie mógł usłyszeć własny głos.
Nie jest to łatwe zadanie, bo żyjemy w czasach płynności. Nasze związki są bardziej kruche, wspólnoty mniej trwałe, życiowe ścieżki mniej przewidywalne niż kiedykolwiek wcześniej. Coraz więcej osób doświadcza życia bez głębokiego zakorzenienia. Przeprowadza się, zmienia środowiska, tworzy i traci relacje. Uczy się funkcjonować w świecie, który nieustannie się przekształca. Być może jednym z największych wyzwań współczesności nie jest już tylko tempo życia, ale również kruchość więzi. Żyjemy w świecie, który oferuje nam niespotykaną wcześniej mobilność i wolność wyboru, ale jednocześnie coraz częściej odbiera doświadczenie zakorzenienia. Przeprowadzamy się między miastami i krajami, zmieniamy miejsca pracy, związki, środowiska społeczne. Coraz rzadziej mamy pewność, że ludzie, którzy są dziś obok nas, będą obecni również za kilka lat. Coraz rzadziej żyjemy w społecznościach, które pamiętają nasze dzieciństwo, znają nasze historie i towarzyszą nam przez kolejne etapy życia. Dla wielu osób poczucie przynależności przestaje być czymś oczywistym.
Ta płynność niesie ze sobą zarówno straty, jak i możliwości. Z jednej strony daje większą wolność tworzenia własnej drogi, przekraczania ograniczeń środowiska, w którym się wychowaliśmy, budowania relacji opartych bardziej na wyborze niż obowiązkach i powinnościach. Możemy szukać ludzi, którzy są nam bliżsi pod względem wartości, doświadczeń czy wrażliwości. Z drugiej strony płacimy za tę wolność cenę niepewności. Brak korzeni często oznacza brak miejsc, do których można wrócić. Brak trwałych wspólnot oznacza konieczność ciągłego budowania siebie na nowo. Wiele osób żyje dziś z poczuciem tymczasowości. Psychologicznie oznacza to funkcjonowanie w rzeczywistości, w której trudno całkowicie zaufać trwałości relacji. Skoro tak wiele więzi zostało już przerwanych, skoro tak wiele razy zostali opuszczeni (fizycznie lub emocjonalnie), to naturalnie zadają sobie pytanie: „Czy w relacji również ktoś mnie zaraz opuści/zakończy naszą znajomość/zniknie bez słowa/ wyprowadzi się/ usunie mnie ze znajomych?”
To pytanie często pojawia się również w terapii. Niekiedy ukrywa się pod lękiem przed bliskością. Innym razem pod nadmierną samowystarczalnością. Czasem wyraża się w przekonaniu, że nie warto przywiązywać się do ludzi, bo i tak wszystko jest nietrwałe. Pod tymi strategiami często kryje się jednak głębokie ludzkie pragnienie – potrzeba spotkania, w którym można się zatrzymać, być razem i zaufać.
Paradoks naszych czasów polega na tym, że choć jesteśmy bardziej połączeni technologicznie niż kiedykolwiek wcześniej, wielu ludzi doświadcza coraz większej samotności. Kontakty nie zawsze stają się relacjami. Wymiana informacji nie zawsze prowadzi do spotkania. Można rozmawiać codziennie z dziesiątkami osób i jednocześnie nie mieć nikogo, przy kim można bezpiecznie pokazać swoją kruchość.
Dlatego relacja terapeutyczna ma dziś znaczenie wykraczające poza indywidualny proces leczenia. W świecie rwanych więzi, nieprzewidywalności i pośpiechu staje się doświadczeniem ciągłości, przewidywalności i zatrzymania. Relacja terapeutyczna pozwala doświadczyć tego, że nawet pośród niepewności możliwe jest spotkanie dwóch ludzi, którzy pozostają ze sobą w autentycznym kontakcie, gdzie wiadomo, co jest realne, gdzie są nasze granice, gdzie się zaczynamy a gdzie kończymy.
W gabinecie terapeutycznym spotykam ludzi, którzy doświadczają osamotnienia będąc pośród innych. Niosą historię więzi, które nie dawały oparcia. Niosą pamięć opuszczeń, rozczarowań, emocjonalnej nieobecności i relacyjnych zawodów. Coraz częściej cierpienie nie wynika z jednego wydarzenia, lecz z wielokrotnie powtarzanego doświadczenia braku odpowiedzi ze strony drugiego człowieka. Braku kogoś, kto ich zobaczy, pomieści i zdecyduje się pozostać. Być może właśnie dlatego relacja terapeutyczna ma dziś tak szczególne znaczenie.
Martin Buber pisał, że człowiek staje się sobą w spotkaniu, w żywej relacji „Ja–Ty”. W takim spotkaniu drugi człowiek nie jest diagnozą, przedmiotem obserwacji ani problemem do rozwiązania. Jest żywym podmiotem. Filozofia Martina Bubera opiera się na przekonaniu, że człowiek staje się sobą poprzez relację. Buber wyróżniał dwa podstawowe sposoby odnoszenia się do świata i innych ludzi: relację Ja–To oraz Ja–Ty.
W relacji Ja–To traktujemy drugą osobę jako obiekt naszych ocen, oczekiwań, diagnoz czy potrzeb. Widzimy ją przez pryzmat funkcji, jaką pełni, lub problemu, który ma zostać rozwiązany. Relacja Ja–Ty jest natomiast autentycznym spotkaniem dwóch osób, które są obecne wobec siebie i uznają swoje podobieństwa i różnice. Nie chodzi w niej o analizowanie czy naprawianie drugiego człowieka, ale o bycie z nim w prawdziwym kontakcie.
W kontekście psychoterapii oznacza to, że jako terapeutka nie spotykam „depresji”, „zaburzenia lękowego” czy „trudnego przypadku”. Spotykam przede wszystkim człowieka. Nie staję ponad nim jako ekspertka od jego życia, ale pozostaje w relacji, w której obie osoby współtworzą przestrzeń do odkrywania znaczeń i doświadczeń. Przykładem może być sytuacja, gdy Klient opowiada mi o swoim poczuciu opuszczenia. W relacji Ja–To mogłabym się skupić przede wszystkim na analizie mechanizmów psychologicznych czy szybkim poszukiwaniu rozwiązań. W relacji Ja–Ty najpierw odpowiadam swoją obecnością na doświadczenie Klienta – słucham, jestem poruszona (jeśli tak czuję), pozostaję w kontakcie z jego bólem. To właśnie takie doświadczenie bycia zobaczonym i przyjętym przez drugiego człowieka często staje się początkiem zmiany.
To myślenie głęboko rezonuje z moim rozumieniem psychoterapii jako procesu współtworzonego. Jako terapeutka nie stoję poza doświadczeniem Klienta. Nie jestem neutralną obserwatorką ani techniczną ekspertką od ludzkiej psychiki. Jestem uczestniczką Spotkania, pozostającą w autentycznym kontakcie z Drugim. Oczywiście odpowiedzialną za ramę, granice i bezpieczeństwo procesu, bo to właśnie ta rama wydaje się czymś niezwykle cennym w dzisiejszej psychoterapii. Regularność spotkań, przewidywalność zachowań, jasno określone zasady i role. Na pierwszy rzut oka są to jedynie elementy organizujące terapię. W rzeczywistości stają się one doświadczeniem, którego wielu ludziom przez lata brakowało. Ramy i wiedza pozwalają stworzyć bezpieczne warunki do budowania relacji terapeutycznej i do sprawdzania, czy relacja nie rozpadnie się przy pierwszym kontakcie, czy terapeuta nie odrzuci, gdy zaczną się pojawiać trudne emocje, czy można odpuścić perfekcjonizm i nadal pozostać w kontakcie. Pomaga w tym również uważność, obecność, empatyczne ucieleśnienie terapeuty.
Myślę czasem, że współczesny kryzys psychiczny jest w dużej mierze kryzysem więzi. Więzi rodzinnych, partnerskich, społecznych, międzypokoleniowych i wspólnotowych. Coraz częściej żyjemy obok siebie, a coraz rzadziej naprawdę się spotykamy. W takim świecie gabinet terapeutyczny staje się czymś więcej niż miejscem pracy nad objawami. Staje się przestrzenią odkrywania lub przypominania sobie, czym jest zdrowa relacja. Przestrzenią, w której człowiek może na nowo doświadczać bycia z drugim człowiekiem bez konieczności odgrywania ról, spełniania oczekiwań czy nieustannego udowadniania swojej wartości. Każde spotkanie oparte na wzajemnej obecności i szacunku jest bowiem małym aktem odbudowywania tkanki relacyjnej, której tak bardzo potrzebujemy jako społeczeństwo.
Być może właśnie dlatego terapeuta nie musi być ekspertem od życia Klienta. Ważne, by wiedział, że to jakim jest człowiekiem tworzy korektywne doświadczenie dla dotychczasowych zranień relacyjnych Klienta. W dzisiejszych czasach najbardziej uzdrawiające staje się doświadczenie relacyjne, które pokazuje, że w świecie pełnym pośpiechu, niepewności i płynnych więzi jest ktoś, kto stworzył warunki do bezpiecznego i autentycznego bycia razem. Układ nerwowy może wejść w tryb odpoczynku, emocje mogą wybrzmieć bez konieczności ukrywania się za jakąś maską, a relacja daje ożywienie zamiast trybu przetrwania.
